- Wpisów: 6
- Średnio co: 138 dni
- Ostatni wpis: 2 lata temu, 23:50
- Licznik odwiedzin: 7 287 / 973 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
Dziś rano obudził mnie telefon od K., jednego z moich klientów. K. jest moim klientem już od dłuższego czasu, a zważywszy na to, że nasza współpraca jak dotychczas była bezproblemowa i nawet przyjemna, często przymykam oko na to, że zdarza mu się dzwonić do mnie późno w nocy, lub wcześnie rano, stanowczo domagając się, żeby się ze mną spotkać. Tak zrobił i dzisiaj. O wpół do szóstej rano, gdy normalnie dopiero przewracam się na drugi bok, K. zadzwonił, że ma OGROMNĄ ochotę na sex przed pracą. Lekko mnie tym wkurwił. Nie wiem czy bardziej tym, że dzwonił o tak wczesnej porze, czy tym, że był aż tak bezpośredni. Ledwo zdążyłem się umyć i zaparzyć kawę (zrobiłem też dla niego, żeby nie było, chociaż myślę, że i tak zastrzyk energii, który miał zaraz dostać starczyłby mu na cały dzień). Właśnie ta prostolinijność, otwartość i bezpośredniość, która podirytowała mnie o szóstej rano, zawsze sprawiała, że odczuwałem do niego jakąś sympatię. Tak i dzisiaj, wszedł, bezpośrednio od razu się rozebrał i powiedział, że to bardzo dobrze, że nie zdążyłem się jeszcze ubrać, bo nie będzie musiał tracić czasu na rozbieranie mnie(sic!).
O ile sex z klientami nigdy nie sprawiał mi zbytniej przyjemności(poza małymi wyjątkami), o tyle sex z K. zawsze przyprawiał mnie o dreszczyk ekscytacji, w ten swój egoistyczny i pierwotny sposób. Po wielu nocach spędzonych z K. z ręką na sercu mogę powiedzieć, że myślenie o drugiej osobie w łóżku nie jest u niego na pierwszym miejscu. Nie to żebym tego od niego oczekiwał, jednak z innymi klientami jest zupełnie inaczej. Większość naprawdę się stara, a niektórzy nawet wyobrażają sobie więcej niż powinni. Pamiętam jednego klienta, który chyba obrał sobie za cel w życiu to, żeby mnie z tego wyciągnąć, wyjechać ze mną za granicę i zacząć nowe życie. Naprawdę, sporo czasu mi zajęło to, żeby go przekonać o tym, że wcale jego pomocy nie potrzebuję, a on powinien się lepiej zająć swoim życiem, które cierpiało na spotkaniach ze mną(a szczególnie jego budżet, bo dość często miał ochotę na ratowanie zagubionego mnie).
Wracając do sexu z K. Tak, zawsze przyprawiał mnie o dreszczyk ekscytacji. I skłamałbym, gdybym powiedział, że odczułem lekkiej satysfakcji, kiedy to rano do mnie zadzwonił. Czasami się zastanawiam. Czemu K. tak naprawdę do mnie przychodzi? Myślę, że nie miałby najmniejszego problemu w znalezieniu sobie kogoś z kim mógłby rozmawiać, uprawiać sex, przebywać, bez ogałacania przy tym swojego portfela. Może to po prostu ja mu aż tak bardzo odpowiadam?
O ile sex z klientami nigdy nie sprawiał mi zbytniej przyjemności(poza małymi wyjątkami), o tyle sex z K. zawsze przyprawiał mnie o dreszczyk ekscytacji, w ten swój egoistyczny i pierwotny sposób. Po wielu nocach spędzonych z K. z ręką na sercu mogę powiedzieć, że myślenie o drugiej osobie w łóżku nie jest u niego na pierwszym miejscu. Nie to żebym tego od niego oczekiwał, jednak z innymi klientami jest zupełnie inaczej. Większość naprawdę się stara, a niektórzy nawet wyobrażają sobie więcej niż powinni. Pamiętam jednego klienta, który chyba obrał sobie za cel w życiu to, żeby mnie z tego wyciągnąć, wyjechać ze mną za granicę i zacząć nowe życie. Naprawdę, sporo czasu mi zajęło to, żeby go przekonać o tym, że wcale jego pomocy nie potrzebuję, a on powinien się lepiej zająć swoim życiem, które cierpiało na spotkaniach ze mną(a szczególnie jego budżet, bo dość często miał ochotę na ratowanie zagubionego mnie).
Wracając do sexu z K. Tak, zawsze przyprawiał mnie o dreszczyk ekscytacji. I skłamałbym, gdybym powiedział, że odczułem lekkiej satysfakcji, kiedy to rano do mnie zadzwonił. Czasami się zastanawiam. Czemu K. tak naprawdę do mnie przychodzi? Myślę, że nie miałby najmniejszego problemu w znalezieniu sobie kogoś z kim mógłby rozmawiać, uprawiać sex, przebywać, bez ogałacania przy tym swojego portfela. Może to po prostu ja mu aż tak bardzo odpowiadam?
Wczoraj miałem dzień wolny od klientów. Chcąc zachłysnąć się chociaż trochę światem wolnym od wszelkiej maści kretynów, naciągaczy, zdradzających swoje żony kryptogejów i innych ludzi, których w moim życiu ostatnio za dużo, umówiłem się na kawę z R. R. jest moim niedoszłym klientem. Aktualnie się przyjaźnimy, bo z naszej umowy o dzieło nic nie wyszło. Poznałem go około rok temu, gdy to jeden z jego znajomych mu mnie polecił. Pamiętam gdy odebrałem od niego telefon, a w słuchawce usłyszałem głos, który wydał mi się należeć do totalnej ciapy. Jąkając się, jakoś udało mu się umówić ze mną na spotkanie. Nigdy do niczego między nami nie doszło. Na pierwszym i ostatnim tak aranżowanym spotkaniu zamiast zabrać się za to, za co miał mi na koniec zapłacić niemałą sumkę pieniędzy, poczęstował mnie herbatą, a potem zaczął opowiadać historię swojego życia. Na początku nawet mnie to ujęło, jednak szybko to uczucie zastąpiło politowanie i współczucie. Podczas gdy zdecydowana większość moich klientów mogłaby z powodzeniem popełnić samobójstwo skacząc z własnego ego na swoje IQ, R. okazał się być zupełnie inny. Chłopak miał ciężkie dzieciństwo, życie naprawdę dało mu w kość i dopiero od niedawna zaczął coś z niego czerpać. Pomimo tego, że ma w zanadrzu naprawdę niezłe CV, dość doświadczenia, zapału i zdolności aby wyrolować niejednego krawaciarza z ciepłej dyrektorskiej posadki, tkwi wciąż na marnym stołku, zgarniając lekko powyżej średniej krajowej.
Towarzystwo R. zawsze działało na mnie kojąco. Przebywając z nim można naprawdę poczuć, że ludzie wcale nie są aż tak beznadziejni i myślący tylko o własnych czterech literach, a świat nie jest aż tak ponury i przygnębiający jak się wydaje. Szkoda, że tak mało jest takich osób wśród ludzi, między którymi przyszło mi się obracać. Naprawdę. Człowiek może być mądry, ale ludzie są głupi.
Towarzystwo R. zawsze działało na mnie kojąco. Przebywając z nim można naprawdę poczuć, że ludzie wcale nie są aż tak beznadziejni i myślący tylko o własnych czterech literach, a świat nie jest aż tak ponury i przygnębiający jak się wydaje. Szkoda, że tak mało jest takich osób wśród ludzi, między którymi przyszło mi się obracać. Naprawdę. Człowiek może być mądry, ale ludzie są głupi.
Byłem dziś umówiony z S. S. to facet koło 40, ma własną firmę, przytulne i przestronne mieszkanie w centrum. Zadzwonił do mnie z samego rana, że musimy się spotkać dziś wieczorem. Klient nasz pan.
Przed spotkaniem byłem na basenie. Chodzę na basen co drugi dzień, żeby klienci wciąż postrzegali moje ciało jako pociągające. Trzy razy w tygodniu chodzę na siłownię, żeby zobaczyć mile zaskoczony uśmiech na twarzy klienta, gdy zdejmuję moją koszulkę. A ja wtedy wiem, że ten uśmiech zaprocentuje w większej sumie pod koniec.
Spóźniłem się do S. pół godziny. Drzwi były otwarte więc wszedłem, ale w środku nie czekało mnie nic przyjemnego. Na powitanie dostałem w twarz. Przewróciłem się na podłogę i złapałem za nos z którego już płynęła krew. S. zaczął wykrzykiwać, że od pierdolonej kurwy wymaga posłuszeństwa i jeśli płaci, to mam robić to co chce. Wstałem, spojrzałem mu w oczy, po czym wyszedłem trzaskając drzwiami. Wróciłem do domu.
Godzinę po powrocie dostałem smsa od S. o treści "Przepraszam. Wpuścisz mnie?". Spojrzałem przez okno. Stał pod oknem z bukietem kwiatów. Nienawidzę dostawać kwiatów od faceta, dobrze o tym wiedział. Te kwiaty były znakiem, że wciąż to on tu rządzi.
Otworzyłem mu. Wszedł, spojrzał na mnie przepraszająco-lekceważącym wzrokiem i złapał mnie wpół. Przez moment stał przytulając mnie mocno do siebie, ale nie minęła chwila, jak jego ręce zaczęły zjeżdżać niżej. Czułem jego nierówny oddech na swojej szyi, szeptał mi do ucha, że niczego tak nie pragnie jak mnie. Kilka chwil później wylądowałem nago na podłodze, a on położył się na mnie całym ciężarem. W jego oczach widziałem zwierzęce pożądanie. Czując szybkie i nierównomierne ruchy, marzyłem żeby szybko skończył. Nie trwało to dłużej niż kilka minut. Drżąc zsunął się ze mnie, poklepał mnie po brzuchu i zaczął się ubierać. Oscentacyjnie wyjął pieniądze z portfela, położył je na szafce w przedpokoju, po czym rzucił na odchodne, że się zadzwoni.
Gdy wyszedł, chciałem jak najszybciej wyrzucić go z pamięci. Jednak brzydki bukiet kwiatów leżący na podłodze i sperma na moim brzuchu były zbyt realne, żeby ich nie zauważyć.
Przed spotkaniem byłem na basenie. Chodzę na basen co drugi dzień, żeby klienci wciąż postrzegali moje ciało jako pociągające. Trzy razy w tygodniu chodzę na siłownię, żeby zobaczyć mile zaskoczony uśmiech na twarzy klienta, gdy zdejmuję moją koszulkę. A ja wtedy wiem, że ten uśmiech zaprocentuje w większej sumie pod koniec.
Spóźniłem się do S. pół godziny. Drzwi były otwarte więc wszedłem, ale w środku nie czekało mnie nic przyjemnego. Na powitanie dostałem w twarz. Przewróciłem się na podłogę i złapałem za nos z którego już płynęła krew. S. zaczął wykrzykiwać, że od pierdolonej kurwy wymaga posłuszeństwa i jeśli płaci, to mam robić to co chce. Wstałem, spojrzałem mu w oczy, po czym wyszedłem trzaskając drzwiami. Wróciłem do domu.
Godzinę po powrocie dostałem smsa od S. o treści "Przepraszam. Wpuścisz mnie?". Spojrzałem przez okno. Stał pod oknem z bukietem kwiatów. Nienawidzę dostawać kwiatów od faceta, dobrze o tym wiedział. Te kwiaty były znakiem, że wciąż to on tu rządzi.
Otworzyłem mu. Wszedł, spojrzał na mnie przepraszająco-lekceważącym wzrokiem i złapał mnie wpół. Przez moment stał przytulając mnie mocno do siebie, ale nie minęła chwila, jak jego ręce zaczęły zjeżdżać niżej. Czułem jego nierówny oddech na swojej szyi, szeptał mi do ucha, że niczego tak nie pragnie jak mnie. Kilka chwil później wylądowałem nago na podłodze, a on położył się na mnie całym ciężarem. W jego oczach widziałem zwierzęce pożądanie. Czując szybkie i nierównomierne ruchy, marzyłem żeby szybko skończył. Nie trwało to dłużej niż kilka minut. Drżąc zsunął się ze mnie, poklepał mnie po brzuchu i zaczął się ubierać. Oscentacyjnie wyjął pieniądze z portfela, położył je na szafce w przedpokoju, po czym rzucił na odchodne, że się zadzwoni.
Gdy wyszedł, chciałem jak najszybciej wyrzucić go z pamięci. Jednak brzydki bukiet kwiatów leżący na podłodze i sperma na moim brzuchu były zbyt realne, żeby ich nie zauważyć.
-
Pani eMBe:
bleee
W ciągu kilku dni dostałem całkiem dużo propozycji. Na początek umówiłem się z facetem po 30., który wydawał się być w miarę na poziomie i do tego był całkiem przystojny. Następnego dnia miałem do niego przyjechać. Nie zgodziłem się na spotkanie u mnie.
W nocy nie mogłem zasnąć, myśląc o tym co ma być następnego dnia. Ciągle się wahałem, jednak obawa przed powrotem do rodzinnego miasteczka i przyznaniem się do porażki okazała się być większa.
Następnego dnia po południu wziąłem prysznic, wsiadłem do autobusu i pojechałem do mojego pierwszego klienta. Mieszkał w dość sporym domu z ładnym, zadbanym ogródkiem. Zadzwoniłem do drzwi. Po dłuższej chwili drzwi otworzył mi facet ze zdjęcia, uśmiechając się do mnie pokazując swoje równe i białe zęby. Przedstawił się imieniem M. Zaprosił mnie do środka, kazał usiąść w salonie i się rozgościć, po czym zaproponował mi coś do picia. Zestresowany poprosiłem o coś mocniejszego. Na podłodze zobaczyłem zabawki dziecka, po czym moje oczy zaczęły wędrować po półkach. Stało na nich mnóstwo rodzinnych fotografii, z których wynikało, że M. jest na pozór wzorowym mężem i ojcem.
Po krótszej rozmowie dowiedziałem się, że ma trzyletnią córkę i kochającą żonę. M. klepnął mnie po ramieniu mówiąc, że wystarczy tej gadki i ręką wskazał mi sypialnię. Kazał mi położyć się na łóżku, po czym rzucił się na mnie jak wygłodniałe zwierzę. Po wszystkim zaproponował mi wspólną kolację na mieście. Zgodziłem się, bo w końcu to była moja nowa praca. M. zabrał mnie do eleganckiej restauracji w centrum. W trakcie kolacji opowiadał mi o swojej pracy, o rodzinie i o tym jak ciężko jest mu się odnaleźć w codziennym życiu. M. wydał mi się być wartościowym facetem, który niefortunnie wybrał w życiu drogę, która nie była dla niego.
Z perspektywy czasu mogę stwierdzić, że M. był jednym z moich najlepszych i najsympatyczniejszych klientów. Do dziś się ze mną umawia, czasem jedynie po to, żeby porozmawiać, lub żeby poczuć dotyk męskiego ramienia.
Od tamtego czasu minęły prawie dwa lata. Nie raz chciałem z tym wszystkim zerwać, jednak za każdym razem do tego wracałem. W przeciągu dwóch lat zarobiłem na dobry samochód, stać mnie na wynajmowanie mieszkania w dobrej dzielnicy, a także jestem w stanie pomagać mojej matce, która tkwi w małym miasteczku bez perspektyw. Codziennie przed zaśnięciem powtarzam sobie, że to był ostatni raz. Że kończę z tym życiem i zaczynam coś od początku. Jednak rano budzę się, dostaję telefon od jednego z moich klientów i wszystko toczy się dalej.
W nocy nie mogłem zasnąć, myśląc o tym co ma być następnego dnia. Ciągle się wahałem, jednak obawa przed powrotem do rodzinnego miasteczka i przyznaniem się do porażki okazała się być większa.
Następnego dnia po południu wziąłem prysznic, wsiadłem do autobusu i pojechałem do mojego pierwszego klienta. Mieszkał w dość sporym domu z ładnym, zadbanym ogródkiem. Zadzwoniłem do drzwi. Po dłuższej chwili drzwi otworzył mi facet ze zdjęcia, uśmiechając się do mnie pokazując swoje równe i białe zęby. Przedstawił się imieniem M. Zaprosił mnie do środka, kazał usiąść w salonie i się rozgościć, po czym zaproponował mi coś do picia. Zestresowany poprosiłem o coś mocniejszego. Na podłodze zobaczyłem zabawki dziecka, po czym moje oczy zaczęły wędrować po półkach. Stało na nich mnóstwo rodzinnych fotografii, z których wynikało, że M. jest na pozór wzorowym mężem i ojcem.
Po krótszej rozmowie dowiedziałem się, że ma trzyletnią córkę i kochającą żonę. M. klepnął mnie po ramieniu mówiąc, że wystarczy tej gadki i ręką wskazał mi sypialnię. Kazał mi położyć się na łóżku, po czym rzucił się na mnie jak wygłodniałe zwierzę. Po wszystkim zaproponował mi wspólną kolację na mieście. Zgodziłem się, bo w końcu to była moja nowa praca. M. zabrał mnie do eleganckiej restauracji w centrum. W trakcie kolacji opowiadał mi o swojej pracy, o rodzinie i o tym jak ciężko jest mu się odnaleźć w codziennym życiu. M. wydał mi się być wartościowym facetem, który niefortunnie wybrał w życiu drogę, która nie była dla niego.
Z perspektywy czasu mogę stwierdzić, że M. był jednym z moich najlepszych i najsympatyczniejszych klientów. Do dziś się ze mną umawia, czasem jedynie po to, żeby porozmawiać, lub żeby poczuć dotyk męskiego ramienia.
Od tamtego czasu minęły prawie dwa lata. Nie raz chciałem z tym wszystkim zerwać, jednak za każdym razem do tego wracałem. W przeciągu dwóch lat zarobiłem na dobry samochód, stać mnie na wynajmowanie mieszkania w dobrej dzielnicy, a także jestem w stanie pomagać mojej matce, która tkwi w małym miasteczku bez perspektyw. Codziennie przed zaśnięciem powtarzam sobie, że to był ostatni raz. Że kończę z tym życiem i zaczynam coś od początku. Jednak rano budzę się, dostaję telefon od jednego z moich klientów i wszystko toczy się dalej.
-
C:
tak tak ;) a świstak siedzi i zawija twojego fiuta w sreberka... :d
-
Pani eMBe:
jak w bajce! yyy noo.... są rozne bajki :/
Wszystko zaczęło się na krótko przed maturą, w małej miejscowości bez żadnych perspektyw. Chciałem za wszelką cenę się stamtąd wyrwać. Chciałem dobrze zdać maturę, dostać się na studia do dużego miasta i tam już zostać. Nie wyobrażałem sobie dalszego życia w swoim małym miasteczku. Miałem marzenia i plany. Chciałem zostać kimś. Złożyłem teczkę na upragniony kierunek.
Zaraz po maturze spakowałem się i wyjechałem do Warszawy, żeby przez wakacje przyzwyczaić się do nowego miasta i trochę zarobić. Znalezienie pracy okazało się nie takie proste. Moje oszczędności zaczęły się szybko kurczyć, a matka ze swojej skromnej pensji nie była w stanie płacić za moje mieszkanie. Pewnego wieczoru poszedłem na spacer ulicami nowego miasta. Drogie sklepy, dobre samochody. W centrum zobaczyłem chłopaka mniej więcej w moim wieku czekającego na kogoś, nerwowo stąpając z nogi na nogę. Elegancki facet w czarnym Audi zatrzymał się koło niego, wysiadł, podał rękę chłopakowi, po czym razem wsiedli do samochodu. Przyszła mi wtedy do głowy pewna myśl. Zapewne byli to znajomi, lub koledzy, ale ja wtedy dostrzegłem nowy sposób na utrzymanie się w nowym mieście. Pomyślałem, czemu nie. Jestem przystojny, wysoki, dobrze zbudowany, z sympatyczną twarzą.
W drodze powrotnej do domu ciągle o tym myślałem. Wizja łatwych pieniędzy bardzo mnie kusiła. Nie zdawałem sobie jednak sprawy jakie będą tego konsekwencje. Postanowiłem jednak poczekać z tym jakiś czas i poszukać normalnej pracy.
W lipcu ogłosili wyniki rekrutacji na studia. Nie dostałem się. Moje marzenia legły w gruzach. Wszystkie moje plany na przyszłość ulotniły się w jednej chwili. Nie miałem siły poprawiać matury, a może po prostu byłem za bardzo przybity porażką. To był przełomowy moment. Dotarło do mnie, że życie nie zawsze jest takie, jak je malujemy. Nie zawsze udaje się osiągnąć to, czego chcemy.
Stłamszony porażką, pomyślałem, że jeśli szybko czegoś nie znajdę, czeka mnie powrót do małego miasteczka. Powrót do nędznego, dołującego życia. Teraz albo nigdy, pomyślałem i zdecydowałem się zamieścić ogłoszenie w internecie. Dodałem do niego swoje zdjęcia. Nie minęło dużo czasu, a zaczęli odzywać się pierwsi chętni.
Zaraz po maturze spakowałem się i wyjechałem do Warszawy, żeby przez wakacje przyzwyczaić się do nowego miasta i trochę zarobić. Znalezienie pracy okazało się nie takie proste. Moje oszczędności zaczęły się szybko kurczyć, a matka ze swojej skromnej pensji nie była w stanie płacić za moje mieszkanie. Pewnego wieczoru poszedłem na spacer ulicami nowego miasta. Drogie sklepy, dobre samochody. W centrum zobaczyłem chłopaka mniej więcej w moim wieku czekającego na kogoś, nerwowo stąpając z nogi na nogę. Elegancki facet w czarnym Audi zatrzymał się koło niego, wysiadł, podał rękę chłopakowi, po czym razem wsiedli do samochodu. Przyszła mi wtedy do głowy pewna myśl. Zapewne byli to znajomi, lub koledzy, ale ja wtedy dostrzegłem nowy sposób na utrzymanie się w nowym mieście. Pomyślałem, czemu nie. Jestem przystojny, wysoki, dobrze zbudowany, z sympatyczną twarzą.
W drodze powrotnej do domu ciągle o tym myślałem. Wizja łatwych pieniędzy bardzo mnie kusiła. Nie zdawałem sobie jednak sprawy jakie będą tego konsekwencje. Postanowiłem jednak poczekać z tym jakiś czas i poszukać normalnej pracy.
W lipcu ogłosili wyniki rekrutacji na studia. Nie dostałem się. Moje marzenia legły w gruzach. Wszystkie moje plany na przyszłość ulotniły się w jednej chwili. Nie miałem siły poprawiać matury, a może po prostu byłem za bardzo przybity porażką. To był przełomowy moment. Dotarło do mnie, że życie nie zawsze jest takie, jak je malujemy. Nie zawsze udaje się osiągnąć to, czego chcemy.
Stłamszony porażką, pomyślałem, że jeśli szybko czegoś nie znajdę, czeka mnie powrót do małego miasteczka. Powrót do nędznego, dołującego życia. Teraz albo nigdy, pomyślałem i zdecydowałem się zamieścić ogłoszenie w internecie. Dodałem do niego swoje zdjęcia. Nie minęło dużo czasu, a zaczęli odzywać się pierwsi chętni.
-
Pani eMBe:
jestem chętna ;)
Oglądasz 1-6 z 6



-
gość:
-
Pani eMBe:
Pokaż wszystkie (2) ›